I FEEL sLOVEnia

W Słowenii spędziliśmy 10 dni, z czego połowę w górach. Wystarczyło. A czy warto? Myślimy że tak, bywa drogo ale też ciekawie.Zapewne dzisiaj wybralibyśmy się do Słowenii samochodem, ale wtedy, kilka lat temu postanowiliśmy oprzeć nasz wyjazd tylko i wyłącznie na komunikacji publicznej. Do Słowenii polecieliśmy przez Wenecję (Ryanair z Wrocławia), a wracaliśmy Polskim Busem za kilka złotych z Wiednia. Dzięki takiemu schematowi mieliśmy możliwość przejechania tego maleńkiego kraju w wzdłuż oraz dodatkowo zwiedzenia austriackiego Grazu i Wiednia. Jednakże nawet jeśli wybierzecie się samochodem, poniższy post może okazać się pomocny.

Weneckie lotnisko jest oddalone o około 100 km od granicy ze Słowenią. Drogę można przebyć pociągiem do Triestu lub Udine, albo próbować łapać stopa. Tradycyjnie autostop we Włoszech działa naprawdę przyzwoicie. A po przekroczeniu granicy zamiera… Radykalnie. Ratowaliśmy się komunikacją publiczną i warto zaznaczyć że pociągi w Słowenii są znacznie tańsze niż autobusy. Poniżej przedstawimy żelazne punkty programu. 

Lublana

Lublana

Lublana

Słowenia atrakcje

Po drodze, jeszcze po stronie włoskiej, możemy odwiedzić przyjemny Triest, który naturalnie wpisuje się w drogę do słoweńskiej miejscowości Piran. Przez wiele przewodników uznawany za perłę słoweńskiego wybrzeża. Faktycznie jest ona przyjemną mieściną, która znajduje się na malowniczym cyplu. Jednak jeśli ktoś już odwiedził chorwackie lub czarnogórskie wybrzeże, może czuć się rozczarowany. Jest tu zdecydowanie drożej niż w Chorwacji i bardziej tłocznie. Dlatego warto rozważyć, czy mamy czas oraz chęci na kilka starych uliczek. Tak naprawdę, dużo większe wrażenie wywarła na nas Lublana i to tam chętnie byśmy wrócili.

Ogólnie mówiąc Słowenia to jaskinie, góry, przełomy, ale nie wybrzeże. Jeśli macie tylko tydzień to polecamy następujące atrakcje:

  • Lubljana
  • Alpy Julijskie – Bled, Wąwóz Vintgar + jez. Bohinjsko
  • Rzeka Socza oraz przejazd droga 206
  • Jasknia  Postojnska oraz Skocjańska
  • Góry Kamnicko-Sawińskie

Jeśli jaskinie to wybór przeważnie rozgrywa się pomiędzy dwiema – Postojnska oraz Skocjańska. Obie są wielkie i równie śliczne. Po przeczytaniu kilku relacji w internecie zdecydowaliśmy się na tą drugą. Nie żałujemy, to trzeba zobaczyć!! Jaskinia robi ogromne wrażenie! W obu przypadkach bilety wstępu kosztują po kilkanaście euro. Natomiast bardzo rozczarowaliśmy się Mariborem.

Alpy Julijskie

Obowiązkowym przystankiem jest miejscowość Bled wraz z ładnymi ruinami zamku nad połyskującą taflą jeziora. Świetnym pomysłem jest spacer wokół samego jeziora który powinien nam zająć około godziny. Spacer możemy ubarwić wejściem na słynny punkt widokowy z łąweczką - Mala Osojnica. Odbicie w leśną ścieżke, znajduje się około 700 metrów  za polem campingowym.Nieśpieszne wejście na wzniesienie nie powinno zająć nam więcej niż 30 minut. Na górze odnajdziemy wspomnianą ławeczkę która kusi dłuższym postojem. Cieżko jest się oprzeć. 

Drugim obowiązkowym punktem jest wąwóz Vintgar. Wejście jest płatne i kosztuje kilka euro. Po godzinie 19 kasy są zamknięte, ale wejść wciąż można. Samo przejście wąwozu zajmuje około 30 minut. Spaceruje się po drewnianych kładkach, wąskim wąwozem tuż nad potokiem. Jeśli przyjechaliśmy samochodem, trase trzeba liczyć razy dwa, bo jeszcze powrót. Zdecydowanie polecamy!

Alpy Julijskie – Trekking

W przeciwieństwie do sporej rzeszy turystów nie zdecydowaliśmy się na trekking na Triglav. Wybraliśmy mniej uczęszczaną, acz równie śliczną trasę z Mojstrany do Trenty przez schronisko Pogacnikov Dom.  Przecinała ona Alpy Julijskie w poprzek i finalnie zajęła nam dwa dni. Jak to w górach wapiennych bywa, po drodze brak jest wody. Trasa w kilku miejscach ubezpieczona  jest klamrami. Widoki zapierają dech w piersiach!

Nasza trasa: Mojstrana – Aljazev Dom – Bivak – Stenar – Pogacnikov Dom – Trenta

Mieliśmy przyjemność nocować w schronisku Pogacnikov Dom, koszt noclegu to 16 EUR. W środku było trochę chłodno, ale klimatycznie. Na szlaku spotkaliśmy sporo kozic, które nie zwracały uwagi na ludzi i zupełnie się nie bały. Pierwszego dnia musieliśmy zrobić przewyższenie ok. 1300 m. Byliśmy z dużymi plecakami, więc dało nam ono poważnie w kość…

 

 

 

Góry Kamnicko-Sawińskie

Punktem wypadowym w Góry Kamnicko–Sawińskie jest miasteczko Kamnik. Kemping, który zdecydowanie polecamy, znajduje się w miejscowości Kamnik i nazywa się… jakżeby inaczej „Camping Kamnik” – kosztuje 13 EUR za dwie osoby z namiotem. Ogólnie mówiąc, miejscowość Kamnik ma swój urok i warto tutaj przybyć na kilka chwil. A góry? Piękne, znów o sporych przewyższeniach. Udało się nam wejść na ich najwyższy szczyt –  Grintovec (2558 m n.p.m.). Góry śmiało można porównać do Tatr Wysokich, jednak z tą różnicą, że są zbudowane z wapienia i ciągną się równoleżnikowo na dystansie kilkudziesięciu kilometrów. Nocowaliśmy w schronisku na przełęczy Kokrsko Sedlo, do której doszliśmy w 1 dzień. Jak na nasz gust, schronisko było brzydkie, betonowe i bez wyrazu. Nocleg kosztował nas 16 EUR od osoby. „Atak szczytowy” zrobiliśmy drugiego dnia na lekko, potem powrót do schroniska i zejście z gór. 1700 m w dół zrobione na raz nie rozpieszcza. Niestety tym razem nie trafiliśmy z pogodą. Polecany przez wiele osób Marribor zupełnie nas nie zachwycił, opuściliśmy go czym prędzej, udająć się w kierunku ślicznego austriackiego Grazu. W relatywnie łatwy sposób można pokonać ten odcinek za pomocą kolei, zmieniając pociągi na granicy. A później również Wiedeń pociągiem.

Grintovec

Podziel się

Leave Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *