Szkocja - Ben Nevis i okoliczne munrosy

Ben Nevis, choć wielu nazywa go zdrobniale „Benek”, wcale nie jest taki mały, bo wznosi się majestatycznie na 1344 metry ponad poziom morza. I ta „postura” daje mu miano nie tylko najwyższego szczytu Szkocji, ale całych Wysp Brytyjskich. Ale jak dojechać w jego okolice? Najwygodniej będzie się wybrać na szczyt prosto z miejscowości Fort William, oddalonej o 175 km od Glasgow. Znajdziemy tutaj kilka sklepów outdoorowych. Są w nich mapy, gaz, moskitiery i wszystko inne co niezbędne. Do Fort William można dotrzeć na kilka sposobów:

  • wynająć samochód
  • wykorzystać połączenia autobusowe: http://www.citylink.co.uk/
  • wskoczyć do pociągu: https://www.scotrail.co.uk/, który jest znacznie tańszy niż citylink, ale też rzadziej kursuje
  • stopować – z relacji naszych znajomych, stop w Szkocji działa sprawnie i przyjemnie.

Zdecydowaliśmy się na podróż szkocką koleją, trasą określaną często przez przewodniki jako „must see”. Ciężko nam się o niej wypowiedzieć, ponieważ cały czas jechaliśmy  w chmurach, a powrót był po zmierzchu. Ale to, co udało się nam dostrzec, miało wielki potencjał 😉 Podróż pociągiem trwa 3 godz. 45 min. i kosztuje obecnie £13.40. Zaczynamy ją na stacji kolejowej Glasgow Queen Street. Jest to o tyle istotna informacja, że pociąg z lotniska dociera na stację Glasgow Central Station. Mamy zatem do przejścia ponad 500 m pomiędzy stacjami. Przed wyjazdem warto sprawdzić opis trekkingu oraz spojrzeć na mapę on-line. Sporym udogodnieniem są również prognozy midges.

Trekking na Ben Nevis

Pamiętajmy, że wejście na szczyt to około 1300 m przewyższenia, gdyż startujemy praktycznie od zera. Wiele zależy od naszej kondycji, od ciężaru plecaka, czy pogody. Pierwszego dnia to właśnie aura dawała nam mocno w kość, dlatego też postanowiliśmy rozbić „pierwszy obóz” przy jeziorze Lochan Meall an t-Suidhe. Stąd już, drugiego dnia, na lekko, podejście na szczyt zajęło nam około 1,5 godziny. Reasumując, przy dobrych warunkach szczyt powinniśmy osiągnąć w ciągu 3,5 godziny, a całość wycieczki zamknąć w 6 godzinach. Ścieżka w pewnym momencie wspina się zakosami, ale nie nastręcza żadnych kłopotów. Pamiętajmy tylko, że pogoda tutaj bywa kapryśna i zmienia się jak w kalejdoskopie.

Dalszy trekking

Sam Ben Nevis był częścią naszego 5-dniowego trekkingu po Grampianach. O ile na najwyższy szczyt dotarliśmy poprowadzonym szlakiem, o tyle w pozostałe miejsca zawiodły nas ścieżki raczej wybierane spontanicznie, aniżeli oznakowane. Dopiero trzeciego dnia  – z powodu wymuszonego przez pogodę postoju przy jeziorze – zeszliśmy uzupełnić zapasy w miejscowości Kinlochmore. Mając odrobinę więcej czasu, można próbować przedrzeć się do kolejnej doliny Glencoe, czy nawet na Bidean Nam Bian. Zdecydowaliśmy się na trochę inną drogę, choć również niezmiernie widokową. Prawda jest taka, że którego szlaku nie wybierzemy, to i tak będziemy zachwyceni. Zdarzają się perełki w postaci nisko latających myśliwców RAF-u. Oczywiście rozsądnie jest gotować wodę, czy nosić butelkowaną, ze względu na obecność owiec. Muszki siekały nas nieustannie, głównie przed zmrokiem. Za dnia było relatywnie w porządku. Góry rozpieszczczały nas widokami.

Podziel się

Leave Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Cześć! Widzimy, że przebywasz na naszej stronie już od jakiegoś czasu.
Mamy nadzieję, że zawarte na niej treści przypadły Ci do gustu. Polub nasz profil na fb,
aby być na bieżąco z górami i podróżami ;) Zapraszamy!