Wycieczka na Łysą Horę w czeskich Beskidach
– Łysa Hora znajduje się w Beskidzie Śląsko-Morawskim
– na wycieczkę warto zarezerwować około 4 godz.
– na tutejsze szlaki można wyjść z psem
– parking jest płatny 100 Koron
Na pograniczu czesko-słowackim wnosi się dumnie Beskid Śląsko-Morawski. Ma on nie tylko swojego władcę, pogańskiego boga Radegasta, ale również swoją królową, Łysą Horę, czyli tłumacząc na nasze Łysą Górę. Jest ona najwyższym szczytem całego pasma i oferuje wyjątkowo czarujące widoki. A dojrzeć ze szczytu można nawet 20 różnych gór i pogórzy. Ludowe podania wskazują, że odbywały się tutaj zloty czarownic, a po lasach łobuzował słynny zbój Ondraszek. Na szczyt Łysej Hory prowadzą liczne szlaki, a na górze odnajdziemy dwa schroniska. Popularnym wariantem jest trasa prowadząca od zbiornika wodnego Šance, jednakże podążając od północy mamy szansę wykreślić pętlę i zawędrować nad urocze wodospady Satiny.

Parking w drodze na Łysą Horę
Wycieczka na Łysą Horę jest szczególnie godna rozważenia przez mieszkańców Śląska i najbliższych okolic. Z Katowic dotrzemy na miejsce raptem po mniej więcej 1.5 godzinie podróży samochodem. W naszej wersji wycieczki najlepiej kierować się w stronę niewielkiej wsi Malenowice położonej na Śląsku Cieszyńskim. To tutaj, dosłownie na końcu drogi, przy niedziałającym obecnie Hotelu Petr Bezruc znajduje się płatny parking. Wjazd odbywa się przez automatyczny szlaban, a zapłacimy wyjeżdżając. Opłata za parking pod Łysą Horą wynosi 100 Koron. Koordynaty GPS parkingu – 49°34’01.3″N 18°25’32.4″E.

Pętla przez Łysą Horę od strony Malenowic
Spójrzmy szybko na mapę – na Łysą Horę możemy dostać się praktycznie z każdej strony świata. Jednakże wariant północny, z okolic wsi Malenowice, gdzie czekają na nas piękne widoki oraz kaskady potoku Satina wydaje się być najbardziej obiecujący. Naszą wędrówkę zaczynamy na parkingu przy hotelu Petr Bezruč, przez który przemyka szlak koloru zielonego. Śmiało możemy zostawić tutaj samochód, a opłaty za postój dokonamy kartą przy wyjeździe. Szlak bardzo szybko zapuszcza się w las i przez kwadrans wędruje wśród drzew.
Jeszcze do 1968 roku Beskid Śląsko-Morawski był uznawany za część dobrze nam znanego Beskidu Śląskiego. Obecnie jest to osobne pasmo, będące najbardziej wysuniętą na zachód częścią Beskidów Zachodnich. Najwyższym szczytem jest tu Łysa Hora wznosząca się na wysokość 1324 metrów. Za sprawą wysokiej na 78 metrów, dominującej bryły przekaźnika telewizyjnego, jest ona z łatwością rozpoznawalna nawet z polskich szczytów.
Pierwsze spojrzenie na Łysą Horę ze szlaku może być naznaczone niepewnością i niepokojem. Wszystko dlatego że trasa zaskakująco podąża w przeciwną stronę, a ścieżka oddala nas od szczytu Łysej Hory. Na szczęście, wraz z pojawianiem się niebieskich znaczników, wszystko wraca do normy. Teraz to one będą naszym przewodnikiem, a my zaczynamy kolorowy, szlakowy zawrót głowy. Szlaki bowiem podczas wycieczki na Łysą Horę będziemy zmieniać niczym rękawiczki.

W krainie czarownic i rozbójników Beskidu Śląsko-Morawskiego
Szlak wspina się nieśpiesznie, jednak warto być tutaj czujnym. Jeśli wierzyć ludowym przekazom, to w przeszłości Łysa Hora bywała wyjątkowo niebezpiecznym miejscem. Upodobały sobie ją bowiem czarownice, które urządzały tutaj swoje sabaty. Brały w nich udział również przeróżne czorty i diabły, a przypadkowi wędrowcy marnie kończyli swój żywot. Na pamiątkę dawnych „wydarzeń”, w ostatni dzień kwietnia, Czesi organizują na Łysej Horze zlot czarownic, czyli Noc Walpurgi. To nie jedyna podejrzana historia związana ze szczytem. Podobno w jej czeluściach znajduje się Czarne Jezioro, które rozleje się w chwili, gdy miarka ludzkich grzechów wypełni ją do cna.
Z Łysą Horą związany jest jeszcze legendarny beskidnik Ondraszek (Ondřej Fuciman), który na przełomie XVII i XVIII wieku grasował i bezczelnie łupił lokalnych mieszczan i kupców podróżujących przez Beskidy. Ondraszka wydał skuszony sowitą nagrodą jeden z kompanów, a ciało zbója zostało poćwiartowane na rynku we Frydku ku przestrodze innym. Ondraszek przetrwał w ludowych przekazach jako dobry zbój, który bronił chłopów i gnębił panów. Ot, taki beskidzki Janosik

Łysa Hora i symbol walki o wolną Czechosłowację
Jest spora szansa, że nie będziemy wędrować na szczyt w samotności. Wszystko dlatego, że Łysa Hora cieszy się sporą popularnością pośród czeskich obywateli. Po godzinie drogi dotrzemy do miejsca ważnego dla mieszkańców kraju nad Wełtawą. To Ivančena, położona pomiędzy szczytem Kykulką a Malchorem. Po II wojnie światowej został ustawiony tutaj krzyż pośród kamieni ku pamięci czeskich harcerzy zamordowanych przez hitlerowców w Cieszynie
Z czasem przymykający tędy turyści dokładali symbolicznie swoje kamienie, a kopiec przez lata rósł. Ivančena stała się symbolem walki o wolną, demokratyczną Czechosłowację. Cały proceder był oczywiście zwalczany przez komunistyczny rząd, który starał się uniemożliwiać wejście na górę. Obecnie, co roku, w sobotę około 24 kwietnia, przybywają na Ivančenę harcerze z całych Czech. Przed nami ostatnie 3 km wędrówki do celu.






Schroniska oraz Jeleń na Łysej Horze
Po kolejnej godzinie wędrówki szeroką ścieżką, docieramy do żółtego szlaku, który po chwili ostro szturmuje północne stoki Łysej Hory (1324 m n.p.m.). Można śmiało przyjąć, że finisz będzie najbardziej stromym podejściem, które wiedzie już zakosami. Na szczęście cel naszej wędrówki, za sprawą wieży przekaźnikowej jest doskonale widoczny, dzięki czemu łatwiej przychodzi nam zdobywanie wysokości.
Po wyjściu na wierzchołek musimy jeszcze tylko przemknąć obok zabudowań i wyjdziemy na niezmiernie przyjemny punkt widokowy, z którego słynie Łysa Hora. Panorama roztacza się tutaj na wschód. Oprócz Beskidów dojrzeć możemy mało i wielkofatrzańskie szczyty, a przy sprzyjających warunkach również same Tatry. Jest pięknie! Trzeba jednak przyznać, że sam szczyt Łysej Hora jest mocno zurbanizowany. Oprócz wieży znajdziemy tutaj siedzibę ratowników górskich, stację meteorologiczną, obelisk oraz dwa schroniska. Przy pierwszym z nich stoi dostojnie, pokaźnych rozmiarów jeleń z brązu.






Droga powrotna i wodospady Satiny
Na drogę powrotną obieramy czerwony szlak, który sprowadza nas ze szczytu w kierunku zachodnim. Po drodze miniemy jeszcze duży krzyż, który upamiętnia tych, którzy zginęli w górach. Po 40 minutach docieramy do rozejścia szlaków i przeskakujemy na ścieżkę okraszoną żółtymi znacznikami. Szlak powoli zapuszcza się w las, pozostawiając nam jedynie wspomnienia pobytu na szczycie. Po nieco ponad dwóch kwadransach zejścia zameldujemy się przy malowniczych, choć niewielkich wodospadach Satiny, które przez cześć turystycznej braci uważane są za najpiękniejszy wodospad w Beskidach. Ostatni kilometr to już kończący wędrówkę zielony szlak.






Obserwuj nas i bądź z nami na bieżąco!
Drogi Czytelniku,
Mamy nadzieję, że udało Ci się odnaleźć na blogu wszystkie niezbędne informacje i zaplanować swój urlop. Będziemy wdzięczni za skromny napiwek wrzucony do blogowej skarbonki lub wsparcie naszych działań poprzez zakupy w naszym małym górskim sklepie. Dziękujemy serdecznie i do zobaczenia na szlaku 🙂




6 komentarzy
Hej, za parking można zapłacić kartą?
Lysa Hora to chyba jeden z tych szczytów, które zachwycają nie tylko widokami, ale też atmosferą pełną spokoju i tajemniczości. Byłam tam kilka lat temu i nadal pamiętam ten niezwykły wschód słońca, który obserwowałam z wierzchołka.
Cudowne widoki!
tak, płaciłem kartą
Miejsce piękne i daje atmosferę prawdziwych gór. Wygrywa pod względem dojazdu z Katowic z polskimi Beskidami. Należy jednak zaznaczyć, że jest to góra bardzo oblegana przez turystów. Byliśmy z rodzinką w październikową niedzielę i ok. 10.30 do wjazdu na polecany parking była już kolejka oczekujących, którzy tak jak my rezygnowali z oczekiwania na wolne miejsce (bo, kto by już wyjeżdżał?). Nie można parkować przy drodze dojazdowej, bo policja wystawia mandaty, jest znak zakaz zatrzymywania się. Na samym dole jest też parking płatny 70 koron i kilka miejsc było jeszcze wolnych ok. godz. 11-tej. Można też zaparkować bezpłatnie na parkingu przy drodze gdzie w oddali widać hotel. Malenovice.
Jeśli nie zaparkujemy na polecanym parkingu na górze, to opis trasy z artykułu bierze w łeb 🙂 Wtedy jak nie mamy mapy i ustawimy nawigację google, to idziemy zupełnie inną trasą. Dwie godziny w jedną stronę jest wtedy nierealne dla przeciętnych turystów. Opis szlaków w czeskich górach jest mniej przydatny niż w polskich, bo mamy dystans w km, bez czasu przejścia. To utrudnia planowanie trasy. Z samego szczytu można schodzić z powrotem inną trasą: szlakiem żółtym, potem niebieskim. Widzimy wtedy całą drogę zachód słońca. Po dłuuugim marszu, tajemne odbicie w lewo na Hotel Malenovice, gdzie po paru metrach droga rozwidla się już bez żadnego drogowskazu. Polecam dobre, usztywniane buty i trzeba uważać na oznaczenia szlaków, bo na samej górze można się pogubić, najlepiej byłoby mieć mapę w wersji papierowej. Ja kiedyś tak chodziłem po górach z dwoma mapami i to miało sens. Tyle z praktyki po przejściu tras wokół Lysej Hory.
Albo Lysa Hora albo Łysa Góra, a nie takie dziwadło jakie mamy tutaj – ani po polsku, ani po czesku…