Szkocja w jeden dzień?
wycieczka po Highlands
😊

Szkocja w jeden dzień? Dla części z Was brzmi to zapewne jak przygoda, a dla innych, jak wyjazd na wariackich papierach. Ale czy taka wycieczka ma w ogóle sens? Sami jesteśmy szaleńczo zakochani w szkockiej krainie, więc chyba nie jesteśmy do końca wiarygodni. Ale załóżmy, że nie macie więcej czasu, ale macie samochód i dzień do zagospodarowania. Zatem gdzie pojechać, żeby nacieszyć oczy, ale tym razem nie gnać na granie i szczyty? Właśnie o tym dziś! Zapraszamy. Szkocja to magiczny ląd i właśnie wyruszyliście na spotkanie Highlandom! Trasa, którą chcielibyśmy Wam zaproponować ma plus minus 200 mil. Jadąc zgodnie z prawem, czyli nie przekraczając prędkości i po lewej stronie drogi, spędzicie za kółkiem 4h 40 min. Drugie tyle przewidujemy, że zatracicie na spacerach radujących duszę i serce 😉 Mapa trasy jest widoczna pod linkiem, natomiast na mapce poniżej zaznaczyliśmy punkty, o których wspomnimy we wpisie. Miejscem startu i finiszu jest lotnisko w Glasgow 😊

Loch Lomond – kangurze jezioro

Bez nawigacji nawet nie wyruszajcie w drogę. Próbowaliśmy jechać za znakami, ale szybko polegliśmy. Kluczem jest, aby przeskoczyć przez rzekę Clyde w stronę miejscowości Old Kilpatrick. Od tego miejsca będzie już prosto. Trasa może okazać się wyzwaniem dla osób nieobytych za kółkiem. Z jednej strony ruch lewostronny, z drugiej bardzo wąska i kręta droga ograniczona z lewej strony sporą pionową skarpą. Jest ciasno. Gdy miniecie już długie Loch Lomond, droga zrobi się bardziej znośna. Co ciekawe, jezioro leży na uskoku tektonicznym i jest najrozleglejszym zbiornikiem słodkowodnym w Wielkiej Brytanii (nie uwzględniając Irlandii Pn). Jest na tyle sławne, ze powstała o jeziorze piosenka xD o tutej. Uskok tektoniczny rozdziela Lowlands (czyli szkockie niziny) od górzystych Highlands na północy. Jezioro ma długość 39 km. W plebiscycie na najpiękniejszy cud natury w Wielkiej Brytanii przeprowadzonym w 2005 roku przez magazyn Radio Times, Loch Lomond zajęło szóste miejsce. W zależności od stanu wody, na jeziorze znajduje się około 60 wysp. Na jednej z nich, Inchconnachan, żyje gatunek małych kangurów rdzawoszyich (walabia). Zwierzaki te niegdyś zbiegły z niewoli, zabunkrowały się na wyspie i tworzą obecnie trwała populację. Trzeba przyznać, że wyspa jest jednym z niewielu miejsc poza Australią, gdzie można spotkać dziko żyjące kangury. Populacja liczy około 60 sztuk. Te urocze ssaki osiągają długość ciała do około 90 cm. Prawie drugie tyle trzeba liczyć na ogon, który stanowi podporę ciała. A czwarty palec stopy jest charakterystycznie dłuższy od pozostałych. Podnoszą się głosy, że szkockie kangury powinny zostać poddane eutanazji z uwagi na konflikt na wyspie z głuszcami, które są rdzennie występującym tutaj gatunkiem. Przeciwnicy tego rozwiązania podnoszą głosy, że jak się ptakom nie podoba, to przecież mogą odlecieć na inną wyspę. Podobno jeszcze przed 1945 stado kangurów rdzawoszyich, próbowano również introdukować również niemieckiej części Sudetów.

Falls Of Falloch

Gdy miniecie kraniec jeziora, wówczas po odliczeniu 6 km możecie się spodziewać zjazdu w stronę wodospadu. Przy drodze zauważycie wielkie brązowe tablice. Ach co to jest za wodospad! Ale najważniejsze, parking tutaj jest bezpłatny, choć dość ciasny. Można śmiało liczyć, że spędzicie tutaj około 20 minut. Nim dotrzecie do wodospadu, czeka Was około 200 m spacer wzdłuż szumiącej rzeki. Jest tutaj ciekawa platforma widokowa wykonana ze stalowych prętów przez Johna Kennedy’ego. Instalacja zawiera wpis z pamiętnika Dorothy Wordsworth.

szkocja w jeden dzien

Magiczna dolina Glencoe

Niespełna 5 km na północ od wodospadu, w miejscowości Crianlarich, będą Was kusić brązowe tablice z napisem „Castle of Loch Dochart”(strzałka w prawo). Jednak nie warto. Prawdę powiedziawszy nie jest daleko, ale ruiny są po drugiej stronie jeziora i wyglądają zupełnie nieatrakcyjnie. Dalej będą lepsze. Po 40 minutach od wodospadu, wkroczycie w cudowną dolinę Glen Coe. Jeśli ktoś ma ochotę, to na wjeździe jest jeszcze jeden wodospad – „The Meeting of the Three Waters’. Choć naszym zdaniem nie robi tak przyjemnego wrażenia jak Falls Of Falloch. Jeśli kuszą Was góry, to w okolicy możemy zaproponować dwa trekkingi (pierwszy i drugi). Sami musicie zdecydować, który wybierzecie 😊 Dolina Glen Coe ma dość mroczną historię. Jej nazwa też, w tłumaczeniu z języka gaelickiego, oznacza dosłownie dolinę łez. Jest to nawiązanie do wydarzeń z poranka dnia 13 lutego roku 1692, gdy angielscy żołnierze rozpoczęli masakrę goszczących ich szkockich górali. Według szacunków zginęło wtedy około 70 osób, w tym licznie kobiety i dzieci. Opis rzezi w Glen Coe jest dostępny tutaj. Tuż przed mostem Ballachulish Bridge, po lewej stronie, w małym zagajniku znajduje się pomnik upamiętniający tamte wydarzenia. Będąc w okolicy Glencoe możemy polecić dwa trekkingi – The Pap of Glencoe oraz Stob Dubh

glencoe
glencoe
glencoe pomnik

Castle Stalker – Aaaaarrrrrrggghhh

Podróż wybrzeżem i przez szkockie góry wynagradza wszelakie trudy. Po 20 minutach po opuszczeniu doliny Glen Coe, po prawej stronie, pojawi się typowa szkocka, czteropiętrowa warownia. Została ulokowana na malowniczej, pływowej wysepce Loch Laich. Wysepka jest dostępną, choć z pewnymi trudnościami podczas odpływu. My jednak radzimy, aby dodatkowo zatrzymać się na parkingu Castle Stalker View, skąd rozpościera się całkiem przyjemna panorama (parking był darmowy) i dopiero później zjechać niżej, aby podejść ile się da. Nazwa „Stalker” pochodzi od gaelickiego Stalcaire, co oznacza „myśliwy” lub „sokolnik”. Zamek na wyspie jest jednym z najlepiej zachowanych średniowiecznych z budowli tego typu, które przetrwały w zachodniej Szkocji. W ramach ciekawostek możemy wspomnieć, że zyskał on sławę dzięki roli w filmie „Monty Python i Święty Graal”. Pojawia się w końcowej scenie jako „The Castle of Aaaaarrrrrrggghhh”. Pierwotnie był on małym fortem zbudowanym w okolicach 1320 roku przez klan MacDougall. Jednak pół wieku później Stewartowie przejęli kontrole nad obszarem i rozbudowali zamek do obecnej formy (lata około 1440). Nie znamy dokładnie historii, ale wygląda na to, że pijacki zakład około 1620 roku spowodował, że zamek przeszedł do Klanu Campbell. Obecnie pozostaje on własnością prywatną i jest otwarty dla zwiedzających jedynie w wybranych godzinach w okresie letnim.

szkocja w jeden dzien
szkocja w jeden dzien

North Connel Bridge

W zasadzie nic wielkiego, ale nas uradowała niezmiernie konstrukcja tutejszego mostu. Został on oddany do użytkowania z początkiem zeszłego stulecia. Do stworzenia konstrukcji wykorzystano ponad 2600 ton stali. Zrobiło to na nas wrażenie 😉 Pierwotnie był to jedynie most kolejowy, a co ważne, po ukończeniu jego budowy miał większą rozpiętość, aniżeli jakikolwiek inny most kolejowy w Wielkiej Brytanii (160 metrów między filarami). Z czasem pojedyncze samochody były przewożone przez niego na kolejowych platformach, aż w końcu dodano do konstrukcji jezdnię, a tory usunięto. Jednak wciąż most nie jest na tyle szeroki, aby minęły się na nim jednocześnie dwa samochody, stąd też zainstalowano sygnalizację świetlną. Niestety będąc nieświadomym, ominęliśmy Dunstaffnage Castle, który znajduje się około 5 kilometrów za mostem. Pognaliśmy dalej, na wschód.

Zapomniana Łódź Kapitana Nautilusa

Trafiliśmy do niej  totalnie przez przypadek, bo była zatoczka, bo ktoś się zatrzymał. Miejsce zaznaczyliśmy na mapie. Po opuszczeniu samochodu trzeba przejść po specjalnych schodkach nad ogrodzeniem. Tuż przy półwyspie leży przechylony mały stateczek. Wyglądał na taki, który dokona swojego żywota w tym miejscu. Ale kto wie, może ktoś się nad nim zlituje 😊

szkocja w jeden dzien
szkocja w jeden dzien

Kilchurn Castle

Jak Szkocja, to musi być zamek. I najlepiej kilka! Powiada się, że Kilchurn Castle jest jednym z najbardziej malowniczych szkockich zamków. I chyba jest w tym ziarnko prawdy. Najstarsza część zamku, czyli potężna wieża mieszkalno – obronna, została wybudowana na przełomie lat 1440 – 60. Nie zdecydowaliśmy się jednak odwiedzić samych ruin, a objechaliśmy je, skręciliśmy w prawo i już na piechotę, skierowaliśmy się na przyjemny punkt widokowy. Co prawda, trzeba przespacerować kawałek, ale ruiny na tle gór wyglądają niezwykle. Jest tu też cypel, który mógł w przeszłości pełnić rolę małej, lokalnej nekropolii. Po opuszczeniu zamczyska skierowaliśmy się na południe i przez Inveraray pognaliśmy w kierunku Glasgow. Pamiętajcie tylko, że jeśli jest to piękny weekend i niedziela, to niczym nasza Zakopianka, wjazd do Glasgow może się mocno korkować. Nie zostawiajcie powrotu na samolot na ostatnią chwilę 😊 Szkocjo, jeszcze do Ciebie wrócimy!

Udanych podróży, Justii i Krystek! 🙂

szkocja w jeden dzien
szkocja w jeden dzien
szkocja w jeden dzien
Szkocja w jeden dzień
5 (100%) 3 votes

Write A Comment